Przejdź do głównej zawartości

Zanim kupisz psa...

Co kilka tygodni w mediach pojawia się informacja o kolejnej zlikwidowanej pseudohodowli.
Świat obiegają wtedy zdjęcia brudnych, chorych zwierząt trzymanych w strasznych warunkach. W ten sposób wytworzył się obraz pseudohodowli.
Większość moich znajomych uważa, że jeżeli w domu, z którego chcą wziąć pieska jest czysto, właściciele opowiadają o swojej miłości do zwierząt to wszystko jest w porządku. Kilka lat temu tak się nacięłam.
Od dzieciństwa marzyłam o yorku. Pewnie nie ma osoby, która nie kojarzy psów rasy Yorkshire Terrier. Przez kilka lat zbierałam na mojego czworonożnego pupila. Zbierałam puszki, makulaturę i oddawałam do skupu. Każdy grosz odkładałam do skarbonki. Pewnego dnia moje marzenie się spełniło. W gazecie znalazłam ogłoszenie o yorkach. Pojechałam razem z rodzicami po naszego nowego domownika. Pani od której kupiłam szczeniaczka opowiedziała mi jak mam się nim zajmować, jak lubi się bawić itp. Pokazała mi rodziców suczki. W domu miała 4 dorosłe yorki. Wszystkie wyglądały na zdrowe i radosne psiaki. Nic nie wzbudziło naszych podejrzeń. Zabraliśmy maluszka ze sobą. Misia szybko skradła serca wszystkich domowników (tych psich też). Byłam nią zachwycona i bardzo cieszyłam się, że spełniło się moje marzenie.
Po kilku miesiącach okazało się, że coś jest nie tak. Misia słabo przybierała na wadze, miała napady padaczkowe. Miała gorsze i lepsze dni. Po kilku latach weterynarz powiedział mi, że jej rodzice byli zbyt blisko spokrewnieni.
Nie pomyślałam wtedy, żeby gdzieś zgłosić tą hodowlę. Nie miałam takiej wiedzy co teraz.
Skupiłam się na tym, żeby Misi zapewnić jak najlepsze życie. Była chora, ale uważałam, że nie zasługuje na to, żeby ją odrzucić. Misia spędziła z nami 5 lat. Na końcu była już bardzo słaba. Pewnego majowego dnia nie obudziła się. Bardzo za nią tęsknię.
Od kilku lat obowiązuje ustawa, która miała na celu likwidację takich miejsc. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać stowarzyszenia hodowców psów i kotów. Pseudohodowcy pod płaszczykiem legalnych związków hodowlanych sprzedają zwierzęta. Wśród nich na pewno są uczciwi ludzie, którzy z różnych powodów nie zapisali się do Związku Kynologicznego. Jednak ja do takich stowarzyszeń nie mam zaufania.
Mam nadzieję, że historia moja i mojej psiej przyjaciółki pozwoli komuś uniknąć łez, bólu i rozczarowania. Moją czujność uśpiło to, że wielu moich znajomych kupowało swoje psy z takich ogłoszeń. Od nikogo nie usłyszałam, że coś jest nie tak.
Na koniec moja rada:
Zanim kupisz psa zastanów się od kogo go bierzesz...

Komentarze

  1. Temat rzeka. I to dość brudna rzeka. Mam wrażenie, że czasami nie chodzi o posiadanie psa, ale o posiadanie konkretnej rasy psa, żeby się pokazać, żeby spełnić egoistyczne pobudki. Nie neguję prawdziwych hodowli, gdzie zwierzęta są naprawdę świetnie traktowane. Jednak nie ma się co czarować, w większości te miejsca to koszmar. Koszmar dla zwierząt. Tyle zwierzaków potrzebuje miłości, siedzi w schroniskach - każdy znajdzie dla siebie przyjaciela tam. Płacenie ciężkich pieniędzy za psiaka to tylko napędzanie chorego biznesu, na którym cierpią zwierzęta. Ale jak mówię - temat rzeka, długi, trudny i pewnie szybko (a może nigdy) nic się nie zmieni w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie przedwczoraj byłam w schronisku dla dla zwierząt, głownie psów. Gdyby nie ludzie, nie byłoby ich tam. Gdybym miała warunki, natychmiast co najmniej dwa bym stamtąd wzięła. Ale rzeczywiście zwierzęta i stosunek ludzi do nich to temat rzeka i nei do rozwikłania.
    Pozdrawiam wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutny wpis. Ja neguję hodowle - jak ktoś mówi, że hoduje bo kocha, to kłamie, hoduje dla zysku niestety. Gdyby ktoś kochał psy i chciał je obdarzyć miłością, brałby psy ze schronisk i zapewniał im cudowne życie. (dopisek - gdy ktoś ma kilka psów i się nimi opiekuje i ich nie sprzedaje, to nie jest to hodowla - dobrze myślę?)

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz zupełną rację. Kupowanie rasowego psa to jest spory wydatek i należy w miarę możliwości sprawdzać hodowlę. My raz kupiliśmy z hodowli jamnika i to był strzał w dziesiątkę. Od kiedy zamieszkaliśmy na wsi , wybieramy kundelki ze względu na odporność. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ważny, uświadamiająct post... wazne, żeby jak najwięcej osób miało taką świadomość...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest tyle samotnych psów a ludzie nadal kupują od hodowców ...smutne :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny :)

Popularne posty z tego bloga

Wiosenne zawieszki - recenzja dla Kokardki

Kilka tygodni temu dostałam od Kokardki do przetestowania zestaw z zawieszkami wiosennymi. Wyszyłam 3 z 4 zawieszek.
Zestaw zawierał posortowaną mulinę, czarno - biały wzór, kanwę plastikową oraz igłę.

plusy zestawu:

+ czytelny schemat;
+ obrazki po wyszyciu są bardzo ładne;
+ mulina bardzo dobrej jakości;
+ mulina posortowana;
+ cena zestawu nie jest zbyt wysoka (29.90 za zestaw z muliną);

minusy zestawu:

- brak czytelnej instrukcji wyszywania;
- brak numeracji muliny;
- niewystarczająca ilość potrzebnej muliny (zabrakło jednego koloru);
- igła wbita w kanwę (ciężko było mi ją wyjąć);
- igła była zbyt gruba (musiałam wymienić ją na cieńszą);


Pierwszy raz wyszywałam na plastikowej kanwie. Największą trudność sprawiło mi wyszycie konturów. Na kanwie plastikowej trochę trudniej się je wyszywa. Trochę dłużej wyszywałam obrazki niż na tkaninie. Może przy większym doświadczeniu pójdzie mi szybciej.
Zestaw można kupić tutaj: klik.
Dziękuję bardzo Kokardce za możliwość przetestowania zestawu…

Fioletowa sówka

Na początku chciałam podziękować wszystkim za życzenia i gratulacje. Ja już jestem w domu od kilku dni. Maluszek nadal w szpitalu. Przez ten tydzień leczył zapalenie płuc i jelit. Dzisiaj już leżał w łóżeczku. Mam nadzieję, że już niedługo wróci do domu.  Dzisiaj pokażę sówkę, którą wyszyłam w ramach salu choinka 2016. Tym razem przetestowałam cieniowaną fioletową mulinę. Nie zdążyłam sówki wyciąć i podkleić filcem. 


Hafciarskie podsumowanie roku 2016

Na ten rok miałam bardzo ambitne plany hafciarskie. Ze względu na magisterkę oraz ciążę, która na początku bardzo dała mi popalić musiałam z części zrezygnować.

Z dużych obrazów skończyłam wyszywać

Margaretki z makami

Zakochanego misia

W tym roku wyszyłam też:
kilka zawieszek na choinkę







ptaszki na plastikowej kanwie